O stronie

Po co (komu) ta(ka) strona?

Strona ta powstała głównie z myślą o osobach korzystających z tzw. indywidualnych ujęć wody, a mówiąc prościej, o wszystkich którzy nie chcą, bądź nie mogą podpiąć się do wody z sieci wodociągowej. W moim odczuciu, osoby używające przysłowiowej własnej studni, często są pozostawione ze swoimi wodnymi problemami i dylematami same sobie. W opcji bardziej niekorzystnej, padają ofiarami tak zwanych „naciągaczy od filtrów” i wszelkiej innej maści szarlatanów od wielkiej ściemy.

Powie jednak ktoś, że w polskim Internecie już jest dosyć serwisów o wodzie i jej uzdatnianiu. Czy aby na pewno? Śmiem nieśmiało zasygnalizować, że ta witryna jest wyjątkowa przynajmniej z jednego powodu. Ale najlepiej Drogi Czytelniku wyrobisz sobie o niej zdanie, jak przejrzysz dokładnie jej zawartość. Pozdrawiam …i życzę miłej merytorycznie lektury.

PS1 Stronę tę opracowuję na zasadach wolontariatu i przy wielkim wsparciu osób, które zaprojektowały ją w ramach ogromnej „promocji kosztowej”. W przeciwnym razie, nie byłbym w stanie jej sfinansować.

Gdzie badać
wodę?

„Badanie pobranych próbek wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi mogą wykonywać laboratoria Państwowej Inspekcji Sanitarnej lub inne laboratoria o udokumentowanym systemie jakości prowadzonych badań wody, zatwierdzonym przez Państwową Inspekcję Sanitarną”. [Dz.U. 2017 poz. 328 art. 12 pkt 4]. Na mapie obok zestawiono wszystkie laboratoria w Polsce spełniające wymogi cytowanej Ustawy. Uwaga: dane te podlegają ciągłej aktualizacji.

Wymagania
jakościowe
stawiane wodzie
do picia

Czyli co nam w wodzie może zaszkodzić i kto w ogóle o tym decyduje?

Zacznę od ciągu enigmatycznych roczników: 1933, 1961, 1977, 1990, 2000, 2002, 2007, 2010, 2015, 2017, za którymi kryją się kolejne (nie licząc tego 1933, które było pierwszym) wydania Rozporządzeń Ministrów Różnych dotyczących wymagań stawianych wodzie do picia (nazywanej czasem wodą pitną, bądź wodą przeznaczoną do spożycia przez ludzi). Jak widać im później, tym dynamiczniej i nie ma się czemu dziwić, gdyż wiedza o wodzie rozwija się coraz szybciej ze względu na coraz lepsze metody analityczne (badania wody), ale też z powodu coraz wymyślniejszych substancji, z którymi biedaczka, przepraszam, woda ma kontakt. Acha, mówiąc o rozporządzeniach miałem oczywiście na myśli polską legislację. Wiadomo, że odzwierciedla ona trendy światowe z małym poślizgiem czasowym, ale mając na celu konieczność budowania tekstów zwięzłych, nie będę się już nad tym dalej rozwodził.

Mamy już zatem odpowiedź na to ostatnie pytanie, czyli kto o tym decyduje, teraz skupmy się na wymaganiach, czyli tym skąd w ogóle mamy wiedzieć ile i czego może być/nie powinno być w naszej wodzie, aby była ona zdrowa i bezpieczna do spożywania. Muszę Was jednak Drodzy Czytelnicy jeszcze troszkę zasmucić. W zasadzie nie posiadamy żadnych wytycznych dotyczących tak zwanych indywidualnych ujęć wody, gdyż aktualnie obowiązujące rozporządzenie ( i tu znów muszę posłużyć się cytatem) mówi tak: „Przepisów rozporządzenia NIE stosuje się do: […] wody pochodzącej z indywidualnych ujęć wody zaopatrujących mniej niż 50 osób lub dostarczających mniej niż średnio 10 m3 wody na dobę…” (Dz. Ust. 2017 poz. 2294 par. 1.1 ustęp 2 punkt 4). I co teraz ?? Myślę, że możemy śmiało wycisnąć z tego aktu prawnego istotne informacje dotyczące wymagań stawianych wodzie do picia, z tą różnicą, że za ich niespełnienie nikt nas nie będzie ścigał, no może za wyjątkiem naszych domowników którzy struli się szklanką zimnej wody prosto z naszej studni.

Co zatem może nam szkodzić i w jakich ilościach? No i tu dopiero zaczynają się schody! Cytowane przeze mnie wyżej rozporządzenie mówi niby jasno, że: „woda jest zdatna do użycia (dawniej mówili, że jest bezpieczna dla zdrowia ludzkiego, ale się z tego wycofali), kiedy po pierwsze: jest wolna od mikroorganizmów chorobotwórczych i innych niebezpiecznych pasożytów, po drugie: nie zawiera jakichkolwiek substancji zagrażających ludzkiemu zdrowiu, po trzecie: nie wykazuje agresywnych właściwości korozyjnych i w końcu: spełnia INNE wymagania zamieszczone w określonych tabelach. Brzmi dosyć przejrzyście nieprawdaż ? Nic bardziej mylnego. Pozwólcie, że Wam to pokrótce nakreślę. Mikroorganizmów chorobotwórczych może być w wodzie multum, ale jak byśmy chcieli sprawdzić wodę pod kątem przynajmniej tych podstawowych, to wydamy fortunę i poddamy się przed półmetkiem badań. Pasożytów też tak łatwo w wodzie nie zbadamy – w ogóle mało kto to bada i jest to naprawdę baaardzo drogie. No ładnie. Pod pojęciem wszelkich substancji zagrażających naszemu zdrowiu może się kryć kilka milionów związków chemicznych, o których nawet nam się nie śniło, a korozja akurat w tym momencie nas nie interesuje. Zatem dramat ? Nie do końca.

Musimy po prostu przyjrzeć się treści owych enigmatycznych innych parametrów zamieszczonych w tabelach i tam będzie się kryła odpowiedź na nasze wodne obawy. Znajdziemy w nich z jednej strony zestawienie pewnych tak zwanych wskaźników, które pośrednio i globalnie informują nas o potencjalnych zagrożeniach w wodzie, a z drugiej strony wykaz konkretnych substancji, które mogą nam szkodzić łącznie z podanym stężeniem, którego lepiej nie przekraczać w spożywanej wodzie. Tylko, że jest jeszcze jedno „ale”… Nie chciałem Wam o tym mówić tak na początku. Tych parametrów jest około 60 i …sprawa znów się robi złożona. Dlatego tez polecam przenieść się do kolejnej sekcji zatytułowanej: „Najczęstsze problemy” gdzie już naprawdę zajmiemy się praktycznym życiem i realnymi zagrożeniami.

Bakterie

MYŚLĘ „COLI” I JUŻ MNIE BRZUCH BOLI.

Na początku ważna informacja: BAKTERIE GRUPY COLI NIE SĄ ZAGROŻENIEM!. Kropka. Mamy z nimi kontakt na co dzień, a w wodzie są jedynie wskaźnikiem np. zastoju wody w rurkach, bądź czegoś tam jeszcze, ale to nie epidemia ! Inna sprawa ma się z bakteriami z gatunku Escherichia coli/E. coli [czytaj eszerichia koli], których obecność w wodzie świadczy o zanieczyszczeniu ściekami/fekaliami. A to jest problem, ponieważ w tej wodzie mogą być także inne bardziej niebezpieczne bakterie chorobotwórcze, wirusy, pasożyty i całe tego typu zło. Oprócz bakterii grupy coli i E. coli, warto zbadać wodę także pod kątem enterokoków kałowych. Wniosek końcowy: W przypadku stwierdzenia w wodzie w/w mikroorganizmów - rozważamy zastosowanie jakiegoś rodzaju dezynfekcji.

Najczęstsze
problemy
z jakością
wody

Twarda woda

BYĆ MIĘKKIM CZY TWARDYM? OTO JEST PYTANIE!

Tak zwana twarda woda (zawierająca wapń i magnez w postaci węglanów i wodorowęglanów) jest zjawiskiem powszechnym w większości rejonów Polski, a dylemat czy twarda jest lepsza od miękkiej, nie zostanie nigdy rozstrzygnięty z prostej przyczyny: dla zdrowia (smaku też) lepiej aby woda była twarda, bo potrzebujemy tych minerałów jak najwięcej, choć oczywiście musimy je też przyswajać z pożywienia, a nie z samej wody. Jednak dla naszych grzałek, podgrzewaczy, czajników i innych ekspresów do kawy twarda woda jest zabójcza lub przynajmniej denerwująca. No i mydło się nie chce pienić, a dla niektórych to też ważna rzecz. Zatem kiedy mamy rozważyć zainstalowanie zmiękczacza ? Sprawa nie jest znowu oczywista. Problem zależy też od paru czynników, ale myślę, że jeśli woda ma więcej niż 200 mg CaCO3 w litrze, to będzie już dobra przesłanka ku temu.

Żelazo i mangan

W POSAGU Z WIĘKSZOŚCIĄ „GŁĘBINÓWEK”

Drodzy Państwo znów muszę powiedzieć coś trywialnego, ale nie potrafię inaczej zacząć: Żelazo i mangan nie są szkodliwe dla naszego zdrowia, w każdym razie w przedziale stężeń większości wód wydobywanych z tak zwanych głębinówek. W czym zatem problem? No w tym, że są denerwujące. Woda głębinowa po wydobyciu – czyli kontakcie z tlenem zaczyna płatać nam figle w postaci mętniejącej, żółciejącej, brunatniejącej wody. Czasem pranie plami się na czarno lub powstają czarne osady. Na dodatek żelazo może występować łącznie z manganem, czasem tylko jedno z nich. Również stężenia są różne. Wymagania stawiane wodzie do picia mówią o 200 mikrogramach żelaza i 50 mikrogramach manganu w litrze wody. Nierzadko w naszej wodzie tego pierwszego mamy w tysiącach, a drugiego w setkach. Przy odrobinie „szczęścia” woda dodatkowo będzie wam „rypać” zgniłymi jajami, ale zawsze sobie można tę kwestię wytłumaczyć w ten sposób, że siarka korzystnie wpływa na cerę…

Inne problemy

FARMACEUTYKI, METALE CIĘŻKIE I INNE CUDA, KTÓRE SOBIE SAMI FUNDUJEMY

Tematyka w tej sekcji jest tak złożona, że tylko napocznę ten temat, a może kiedyś przyjrzymy się mu bliżej.

Azotany mogą być echem rolnictwa i intensywnego nawożenia gruntów, co ciekawe – może to być echo sprzed dwudziestu, trzydziestu lat. Jak już jesteśmy przy rolnictwie – pestycydy, herbicydy i inne takie piękności, są i były także często i gęsto stosowane. Teraz tylko pytanie pod kątem których badać wodę? Może warto najpierw zrobić wywiad co się najczęściej stosuje w okolicy.

Metale ciężkie – to specyfika głównie terenów przemysłowych. Warto też wiedzieć, czy w przeszłości nie było na danym terenie dajmy na to jakiejś huty cynku i ołowiu, albo w procesach technologicznych przy produkcji czegoś nie używano kadmu, chromu lub innych rtęci. Inna sprawa: czy gdzieś w okolicy nie składowano czegoś w tych klimatach.

Farmaceutyki: Od jakiegoś czasu identyfikuje się w wodach, nie tylko rzecznych, różne środki przeciwbólowe, hormonalne, antybiotyki i wiele innych. Gorsza sprawa, że pochodne tych związków są często gorsze niż ich bazowi poprzednicy. Mało które laboratoria badają to komercyjnie, choć pewnie niedługo zaczną. Być może przyjrzymy się tematowi z bliższa za jakiś czas.

Wszelkie inne dziadowstwa typu mikroplastiki czy inne cuda: Niestety nie jestem w stanie wszystkiego tutaj omówić. Być może jeśli będzie jakiś odzew z Waszej strony i będę widział, że jakimś tematem szczególnie się interesujecie – poruszę go bardziej wnikliwie.

Kto mi pomoże
w uzdatnieniu
mojej wody?

Uzdatnianie wody do celów domowych, czyli kto mi pomoże oczyścić moją wodę?

W skali całej Polski jest mnóstwo firm, które zajmują się tym tematem. Chcę przedstawić Wam sprawę rzetelnie, a na to potrzebuję czasu aby zebrać tak dużą ilość (sprawdzonych) danych. Mam nadzieję, że baza danych o takich firmach powstanie na tej stronie, być może na zasadzie mapy podobnej do tej z laboratoriami. Zdaję sobie sprawę, że taka wiedza na pewno wielu osobom się przyda. Mam również prośbę: Jeśli macie Państwo jakieś doświadczenia z konkretnymi firmami, bądź sami prowadzicie taką działalność proszę mi o tym napisać. Mnie od nadmiaru informacji głowa nie rozboli. Zapewniam. Póki co proszę o cierpliwość i wyrozumiałość.

O mnie (żeby mi ktoś nie zarzucił, że się nie znam na tym o czym piszę)

Nazywam się Paweł Cieślar. Mieszkam w Wiśle (tak tej od Adama Małysza).

Studiowałem na Politechnice Śląskiej w Gliwicach – Wydział Inżynierii Środowiska i Energetyki.

Tytuł magistra inżyniera zdobyłem w zakresie specjalności: Zaopatrzenie w wodę i odprowadzenie ścieków (tzw. ZWWiOŚ). Moją specjalizacją była: Technologia wody i ścieków.

Studia podyplomowe: Organizacja i akredytacja laboratoriów (również Politechnika Śląska)

Od kilkunastu lat pracuję w laboratorium badającym wodę na południu Polski.

Pełnię również funkcję tak zwanego kierownika ds. jakości wg normy PN-EN ISO/IEC 17025.

Jakiś czas pracowałem również w branży projektowania systemów wodociągowo-kanalizacyjnych (Katowice, Bielsko-Biała), ale prace te porzuciłem definitywnie aby „oddać się w całości” problematyce jakości wody i jej uzdatniania. Na co dzień, w swojej pracy, spotkałem bardzo wiele osób zatroskanych o jakość wody w „ich studniach”. Pomyślałem: jeśli ludzie mają takie problemy w skali całej Polski – to może warto stworzyć taką stronę poruszającą najistotniejsze zagadnienia w tej branży. Czy było warto – zobaczymy.

O mnie

Jeśli masz więcej pytań to:

NAPISZ DO MNIE kontakt@wodajestdroga.pl
FACEBOOK Woda jest droga